Gry PC >> Recenzje >> Trackmania United Forever

| | A A


Autor: Algeroth
Data dodania: 2009-04-21 16:26:10
Wyświetlenia: 6554

Trackmania United Forever - recenzja

Czy ktoś pamięta jeszcze Micro Machines? Taka stara, prosta ścigałka, w której prowadziło się malutkie samochodziki po kompletnie szalonych planszach osadzonych w miejscach, które widujemy codziennie – na kuchennym stole, kafelkach w łazience, czy zagraconym biurku. Nasze pojazdy wykonywały przy okazji niesamowite ewolucje skacząc z ramp, jeżdżąc przez pętle i zbierając przeróżne power-upy. Za czasów DOSa i Pegasusa była to jedna z najbardziej emocjonujących gier – do dziś pamiętam godziny spędzone przy tych pokręconych wyścigach. Czemu jednak o tym wspominam? Otóż instalując Trackmanię miałem nadzieję, że znowu czeka mnie taka sama zabawa. Czy jednak aby na pewno? Przekonajmy się.

Pierwsze wrażenie

Patrząc na pudełko z grubsza wiadomo, czego się spodziewać – cukierkowa kolorystyka, krzykliwe napisy obiecujące szaloną zabawę, znaczki różnych portali i czasopism polecających pozycję – wszystko to wróży niezbyt ambitną grę dla niekoniecznie wymagającego gracza. Pewną poszlaką potwierdzającą to przypuszczenie jest zatwierdzenie tej gry jako właściwej dla dzieci w wieku od 3 lat. No i patronat radia Eska… Przyznam się bez bicia, że już po samym zlustrowaniu opakowania nie byłem zbyt pozytywnie nastawiony do tej produkcji. Co natomiast znajdziemy w pudełku? Niezbyt wiele – płytkę z grą, instrukcję (trzeba przyznać, że dość solidnie napisaną) i okulary 3D (takie, jakie dawno temu dodawane były do „trójwymiarowych” komiksów). Nie bacząc na sceptyczne nastawienie, przystąpiłem do instalacji. Przebrnąwszy przez nią (a krótko to nie trwało), spróbowałem „dołączyć do świata niesamowicie widowiskowych rajdów”, do czego zachęcał mnie napis na opakowaniu.


Oprawa audiowizualna

Pierwszą rzeczą, która staje nam przed oczami po uruchomieniu gry, jest menu wyboru trybu gry. Nie starałem się specjalnie zagłębiać w cały wachlarz możliwości – chciałem jak najszybciej zacząć jeździć. Chcąc, nie chcąc, musiałem się jednak przebić przez szereg ekranów – nieco zagmatwanych, ale ładnie i schludnie wykonanych. Gdy już udało mi się uruchomić pierwszy wyścig, doznałem szoku. Model pojazdu (w tym przypadku nieco przypominający bolid F1) był opracowany całkiem nieźle i ze sporą dbałością o szczegóły. Trasa jednak, po której przyszło mi pędzić, wyglądała wprost strasznie – przejaskrawione kolory, pozbawione detali otoczenie i cukierkowość całokształtu w pierwszym momencie mnie odrzuciły. Ja rozumiem, że tu nie chodzi o grafikę, a o grywalność, ale zachowajmy jakąś przyzwoitość! Szczerze mówiąc, o wiele bardziej mi się podobała archaiczna już oprawa Micro Machines. Tam kanciastość i płaskość świata nie raziła, tutaj owszem. W Trackmanii możemy mieć do czynienia z paroma różnymi schematami wyglądu otoczenia – z pustynią, ze stadionem etc. Wszystkie jednak wyglądają równie biednie. Dodatkową „atrakcją” są jeszcze dziwne wymagania sprzętowe gry, nijak nie licujące z jej wyglądem – na dość mocnej konfiguracji zdarzały mi się nieoczekiwane zwolnienia, zacięcia i szarpnięcia. Momentami działy się też dziwne rzeczy z dźwiękiem. Niektóre z tych problemów zobaczyć można w dołączonych filmikach.


Warto też wspomnieć o dołączonych do gry okularach 3D i wrażeniach, których dostarczają. Po przełączeniu trybu wyświetlania grafiki na wykorzystujący dobrodziejstwa tych „szkiełek”, obraz nabiera pewnej głębi. Jednak migotanie kolorów, które jest skutkiem ubocznym użycia okularów bardzo męczy wzrok i uniemożliwia (przynajmniej mi) dłuższą grę. Efekt pożądany natomiast nie powala i zwyczajnie nie jest wart tego zmęczenia.

W przypadku efektów dźwiękowych i muzyki sprawa nie przedstawia się  niestety lepiej. Atakujący z głośników „ryk silnika”, przypominający raczej warczenie golarki elektrycznej i podkład muzyczny składający się z czterech naprzemiennie uderzających elektronicznych instrumentów przyprawiają o ból głowy. „Nic to!” – pomyślałem i parłem dalej w poszukiwaniu pozytywnych wrażeń. Przy następnej trasie niestety ani dźwięk, ani grafika nie poprawiły się nawet troszkę. Ani przy następnej… I następnej. Ta gra po prostu tak ma – wygląda i brzmi zwyczajnie źle. Wydany trzy lata temu Flatout 2, którego głównym założeniem też było bezstresowe, arcade’owe ściganie się (ze znaczną domieszką demolki samochodów przeciwników), prezentował się o niebo lepiej.

Grywalność

Większość tych bolączek naprawdę byłaby do przeżycia, gdyby tylko gra wynagradzała je niesamowitą (lub przynajmniej przyzwoitą) grywalnością. Niestety, ta ostatnia deska ratunku okazała się stalową szyną, ciągnącą tę pozycję na dno. Głównym założeniem twórców Trackmanii United Forever i, poprzedzającej ją, darmowej Trackmanii Nations Forever, było stworzenie prostej, niewymagającej gry, zapewniającej całe wiadra dobrej zabawy w wieloosobowej grze po sieci. Pomysł zacny, choć mało oryginalny w dobie zalewających rynek pozycji nastawionych właśnie głównie na tryb multiplayer. Całości dopełniać miał rozbudowany system rankingów z podziałem na kraje, a nawet województwa, pozwalający śledzić nasze postępy. Obawiam się jednak, że autorom nie udało się osiągnąć tego celu.


Gdy tylko połączyłem się z serwerami Trackmanii, zacząłem szukać jakichś gier założonych dla początkujących – rozgrywających się na prostych, w miarę konwencjonalnych trasach, pozwalających zaznajomić się ze specyfiką tych wyścigów. Niestety – normalnych, płaskich torów z zakrętami, prostymi i zwykłymi rampami jest jak na lekarstwo. Zalała mnie natomiast masa krótkich, pofałdowanych jak morze w czasie sztormu, naszpikowanych dziwnymi pętlami, skoczniami i wyrastającymi nie wiadomo skąd słupami tras, na których nie wiadomo gdzie jechać. Gdy już znalazłem właściwy kierunek, najczęściej wpadałem w jakąś dziurę (którymi plansze są gęsto usiane) i musiałem zaczynać wyścig od zera. Czasem dochodziło do tak absurdalnych sytuacji, że w czasie przeznaczonym na rozgrywkę na jednej trasie, żaden z zawodników nie dojechał do mety! W trakcie jazdy panował ponadto niezmierny chaos, potęgowany przez wspomniane wcześniej niedoskonałości graficzno – dźwiękowe.

Jeżeli chodzi o model jazdy, to jest do bólu zręcznościowy – teoretycznie coś tam się zmienia w prowadzeniu samochodu na różnych nawierzchniach i w zależności od typu pojazdu, jednak są to różnice czysto kosmetyczne, a do rzeczywistości i tak ma się to nijak. Nie wspomnę już o zniszczeniach samochodów, bo te nie występują. Teoretycznie w grze istnieje jakiś model fizyczny, jednak przypomina bardziej model księżycowy, niż ziemski – gdy tylko nasze wozidełko oderwie się od nawierzchni, natychmiast zaczyna kręcić niesamowite akrobacje, by ostatecznie skończyć (najczęściej) do góry kołami gdzieś poza trasą.


 
Jest jednak wisienka na tym lekko nadpsutym ciastku: do gry dołączony jest nieźle zrobiony edytor tras. Jego obsługa jest naprawdę intuicyjna i pozwala na szybkie stworzenie plansz, na których będzie nam się grało dobrze. Tajemnica bezsensownych torów została więc rozwiązana – zapewne większość z nich zrodziła się w umysłach młodocianych graczy. Na plus w gruncie rzeczy zaliczyć też można mnogość dostępnych serwerów – jest ich naprawdę wiele i, przy odrobinie samozaparcia, można znaleźć jakiś z „normalnymi” trasami. Trudno mi jednak było znaleźć u siebie tyle determinacji więcej niż parę razy.

Podsumowanie

Nie wiem, może jestem staroświecki, ale naprawdę wolę tradycyjne wyścigi. Lubię wiedzieć, gdzie jest start i meta, gdzie są moi przeciwnicy i ile okrążeń muszę przejechać. Nawet free roamingowe ścigałki typu Brunout Paradise, czy ostatnie pozycje z serii Need For Speed są o wiele bardziej poukładane i logiczne. Być może gra w Trackmanię nie przyniosła mi rozrywki, bo nie znajduję się w jej właściwej grupie targetowej (przypuszczam, że przeznaczona jest raczej dla młodszych graczy), ale dawno już nie zdarzyło mi się, żebym po pierwszym uruchomieniu gry musiał się zmuszać do kolejnych posiedzeń. Moje nadzieje na wdzięczną kontynuację idei Micro Machines, czy choćby na przyjemną grę zręcznościową pozostały płonne. Trackmania nie jest pozycją jednoznacznie złą – ma pewne pozytywne cechy. Ogrom wad czyni z niej jednak grę, o której chce się jak najszybciej zapomnieć.

Ocena: 3/10

lime


Produkt do recenzji dostarczył Wydawca, firma Techland


Lubię to
 Lubi to 0 osób
 Kliknij, by dołączyć
Zobacz też
Słowa kluczowe: trackmania, united, forever, techland, recenzja

Podobne newsy:

» Duke Nukem Forever - E3 2011: Launch Trailer
25%
» Duke Nukem Forever - nowy trailer
25%
» Duke Nukem Forever - nowy gameplay!
25%
» Rusza strona Windchasera
25%
» Oryginalny projekt Techlandu
25%
 
Podobne artykuły:

» Symulator Farmy - recenzja
44%
» Experience 112 - recenzja
44%
» Speedway Liga - recenzja
44%
» Windchaser - recenzja
40%
» Drakensang - recenzja
40%

Mamy 2 zapisanych komentarzy

Nivo
2009-04-21 17:58:00
| Odpowiedz
To mnie Lotus capnął na Amidze 600 i długo nie puszczał, dokładniej: ścieżka dźwiękowa z intra (ta linia basu do dziś mi dźwięczy w głowie). Brak save'ów uniemożliwił mi jednak ukończenie zabawy ;)

A co do Trackmanii - jest kolorowo, przebojowo, przedział wiekowy 3+, więc nie ma się co dziwić. Dzieciaki z pewnością szybko podłapią o co biega i będą się dobrze bawić.


Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.
_minek201
2011-01-24 17:32:26
| Odpowiedz
Przepraszam że się tak wyrażę, ale tego gościa, który pisał reckę za przeproszeniem porypało!
Ocenę to ja bym dał z 11/10. Im więcej się w nią gra tym jest fajniejsza. Aaa... i save`y są niepotrzebne, gdyż gra zapisuje po każdym wyścigu informacje na temat danego profilu.


Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.


Dodaj komentarz, użytkowniku niezarejestrowany

Imię:
Mail:

Stolica Polski:



Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.




Artykuły

Gry komputerowe
Główne Menu

Gry RPG

Polecamy

Patronujemy
Aktywność użytkowników
madda99 zarejestrował się! Witamy!
_bosy skomentował Blood 2: The Chosen - recenzja
_vbn skomentował Mapy Starego Świata
wokthu zarejestrował się! Witamy!
_Azazello Jr skomentował Gdzie diabeł nie mówi dobranoc. "Mistrz i Małgorzata”, Michaił Bułhakow - recenzja
Gabbiszon zarejestrował się! Witamy!
Liskowic zarejestrował się! Witamy!
_Kamila skomentował "Brudnopis", Siergiej Łukjanienko - recenzja

Więcej





0.140 sek