Gry PC >> Recenzje >> Hack'n'Slash Pack

| | A A


Autor: Algeroth
Data dodania: 2009-05-16 22:11:52
Wyświetlenia: 10279

Hack'n'Slash Pack - recenzja

Nigdy nie byłem i nie jestem fanem cRPG typu hack and slash. Dla mnie istnieją w zasadzie tylko dwie gry z tego gatunku, które autentycznie mi się podobały i wciągnęły mnie w swój świat (a próbowałem wielu). Były to: pierwsze „Diablo” i „Titan Quest". Obie pozycje miały w sobie coś, co przyciągało. „Diablo” było po prostu pierwszą grą tego typu, w którą miałem okazję grać. Świetne wykonanie, niepowtarzalny klimat (muzyki z miasta do tej pory lubię posłuchać) i nic więcej – tylko prosta, bezstresowa młócka. Wszystko, co wyszło później było wtórne i zwyczajnie nudne – raziły wszechobecne schematy, powtarzające się praktycznie w każdej grze. Aż do czasu „Titan Quest”, które zachwycało naprawdę epickim rozmachem (a nie tylko chwaliło się nim) i osadzeniem w nietypowym, mitycznym świecie. Te dwie gry stanowią dla mnie niedościgniony wzór nieskomplikowanej rozrywki. Niedawno firma Techland wydała zestaw dwóch tytułów, które starają się z tymi ideałami konkurować, lub chociaż im dorównać – są to: „Legend – Hand of God” i „Loki”, sprzedawane razem w „H n S Pack”. Przekonajmy się więc, czy faktycznie są czymś nowatorskim (lub przynajmniej ciekawym), czy też tylko starają się imitować, lepiej lub gorzej, utarte wzorce.

Fabuła

Niestety już pierwszy kontakt z oboma grami nie zapowiada przełomu. Historia przedstawiona w intrze „Legend” jest prosta jak konstrukcja cepa – dawno, dawno temu zła armia demonów zaatakowała świat pod przywództwem TEGO ZŁEGO. CI DOBRZY ponosili jedną porażkę za drugą. Gdy już miało być ostatecznie przechlapane, król ludzi zjednoczył wszystkie rasy, pokonał demony i przeszedł przez portal do ich świata. Na tym miejscu zapłonął magiczny, święty ogień, który uniemożliwiał ponowne przejście upiorów. Nasz główny bohater jest jednym z rycerzy-zakonników broniących tego miejsca. Niestety płomień zostaje podstępnie zgaszony i demony przedostają się do świata ludzi. Targon, bo tak musi się nazywać nasza postać (nie ma możliwości zmiany imienia), jest jedynym ocalałym z rzezi obrońców i to od niego zależy los świata. Nuuuuda…


W przypadku „Lokiego” nie jest wiele lepiej. Na początku gry wybieramy typ naszej postaci (grecka wojowniczka, nordycki wojownik, egipski czarnoksiężnik lub aztecka szamanka) i od tego zależy świat, w którym zaczniemy rozgrywkę. Ta bowiem osadzona jest w realiach czterech mitologii (tu widać inspirację „Titan Questem”, ale to dobrze). Możemy nawet nadać imię naszej postaci! Niezależnie jednak od wyboru dowiadujemy się, że wydarzyło się coś, czemu tylko my możemy zaradzić i musimy wykonać zadanie (wszystkie klasy postaci mają unikalne). Potem dostajemy następne etc. W zasadzie to wszystko, co trzeba wiedzieć o fabule tej gry. Nie jest tego dużo, ale wystarczy, by nasz dzielny bohater (lub bohaterka) wyruszył w pełną przygód podróż. Cóż – taka już kwintesencja hack and slash.

Mechanika

Im dalej w las, tym ciemniej niestety. System gry zaimplementowany w „Legend” też dość poważnie kuleje. Jak już zostało wspomniane, nie mamy wpływu na imię naszego bohatera. Jest to taki sobie rycerzyk, wyglądający raczej jak kmiotek, niż obrońca świętego ognia, wyposażony w podstawowy zestaw współczynników opisujących jego fizyczne i magiczne możliwości. Później możemy wybrać mu jakieś drogi rozwoju, wpływające na klasę postaci i strategię, którą będziemy musieli obrać w grze. W praktyce niestety, choć kombinacji dwóch dróg rozwoju jest sporo, niewiele to zmienia w rozgrywce. Nie dostrzegłem specjalnej różnicy między magiem i magiem bitewnym, czy innymi, pokrewnymi klasami. Widać ją tylko w porównaniu skrajnie różnych postaci – przygłupiego rębajły i chuderlawego magika. Jeżeli jednak gracz nie chce się zagłębiać w meandry drzewa rozwoju, to może klikać praktycznie na ślepo i przeć do przodu. Idea gry bowiem też nie zachwyca komplikacją – ot wykonujemy kolejne questy w drodze ku rozwiązaniu głównego zadania, po drodze siekąc niezliczone hordy przeciwników. Obsługa gry zaś zasadza się na trzech przyciskach myszy (a jak się uprzeć, to jednym) i, ewentualnie, dwóch klawiszach klawiatury. Wszystko jest maksymalnie uproszczone. Nie jestem przekonany, czy to dobrze, czy źle, ale powiedzmy, że to kwestia gustu.


W „Lokim” mechanika gry w zasadzie nie odbiega od przyjętego standardu – jednym przyciskiem myszy poruszamy się i atakujemy, drugim odpalamy specjalne zdolności. Dochodzą do tego jeszcze różne klawisze funkcyjne na klawiaturze, które znacznie ułatwiają przeżycie (na przykład skrót do eliksiru zdrowia), ale to też norma. System tworzenia postaci jest dość ciekawy, choć nie nowatorski: dostajemy na początku takiego przeciętniaka, którego w trakcie rozgrywki możemy wykreować na żądany typ postaci rozdysponowując odpowiednio punkty. Ciekawe natomiast jest to, że możemy wybrać jakiego boga ma czcić nasza postać – zależeć od tego będą dostępne dla niej umiejętności. Nic nie stoi też na przeszkodzie temu, by zmienić bóstwo w czasie gry i rozpocząć kolejne drzewo rozwoju. Stare zdolności zostają, a możemy rozwinąć wiele nowych. Warto też nadmienić, że punkty wiary (pozwalające rozwijać umiejętności) i punkty doświadczenia (dodające punkty atrybutów) zbierane są oddzielnie (a te pierwsze można też zyskiwać w zamian za ofiarę złożoną na ołtarzu naszego boga). Taka mała rzecz, a cieszy. Jedną irytującą cechą mechaniki „Lokiego” jest podzielenie świata gry na sektory, które niestety co jakiś czas się doczytują. Jest to denerwujące, ale da się wytrzymać. Ma to jednak także pozytywną cechę – jako, że potworów nieraz jest całe mrowie, ginie się dość często. W takiej sytuacji respawn następuje gdzieś na początku danego sektora. Kolejny przykład radosnej młócki spod znaku hack and slash. Warto też nadmienić, że nasz bohater (lub bohaterka) cechuje się niezwykłą zdolnością regeneracji – gdy tylko wydostaniemy się z ognia walki, postać odkłada broń, a jej zdrowie odnawia się w szybkim tempie.

Audiowizualia

Nie da się ukryć, że panowie z niemieckiego studia developerskiego Master Creating niespecjalnie się popisali. Cały świat, który jest nam dane oglądać w „Legend” wygląda nieco biednie. Nawet na najwyższych detalach grafice brak szczegółowości, wszystko wygląda plastikowo i niezgrabnie. Jedyna, nomen omen, jaśniejsza strona to efekty świetlne, które są na przyzwoitym poziomie. Cała reszta – tekstury, modele, po prostu odstają od tego, co mamy okazję normalnie oglądać w cRPG na poziomie. Z tych wszystkich elementów stosunkowo najlepiej prezentują się jeszcze rośliny – w masie i na sporym oddaleniu wyglądają fajnie i tworzą wrażenie, że świat nie jest sterylny. Po zbliżeniu jednak nie jest już tak różowo. Z drugiej strony, rzadko zbliżenia się używa – w takich grach lepiej jest jednak widzieć jak najwięcej, więc nie jest to specjalny problem. Animacje walki, którymi tak bardzo się chwalą developerzy na pudełku, są co najwyżej niezłe, aczkolwiek potrafią też pozytywnie zaskoczyć (ruchy, jak pokracznie by czasem nie wyglądały, wykonywane są bardzo płynnie). Inaczej rzecz się ma z interface’em użytkownika – tu jest po prostu archaicznie: stworzony jest z plansz i obrazów tkwiących chyba w epoce rozdzielczości 800x600. Na dużym monitorze wszystkie tła kart postaci, czy mapy toną w morzu pikseli. Jeżeli zaś chodzi o udźwiękowienie, to jest przyzwoite – bez rewelacji, ale nie razi tak bardzo, jak grafika. No, może poza paroma głosami dobranymi w polskiej wersji językowej, ale o tym za chwilę. Pozostałe dźwięki brzmią z grubsza tak, jak powinny – gobliny hałłakują, wilki wyją, oręż szczęka, ogniste kule wybuchają. Na uwagę natomiast zasługuje muzyka – jest naprawdę niezła: klimatyczna, reagująca na nasze poczynania na ekranie, baaaardzo heroiczna. Słowem – taka, jakiej byśmy chcieli w RPG osadzonym w realiach fantasy.


Nie będę ukrywał, że oprawa graficzna i dźwiękowa „Lokiego” znacznie bardziej przypadła mi do gustu. Jak już wspomniałem, gra osadzona jest w realiach różnych mitologii (nordyckiej, greckiej, azteckiej i egipskiej) i zostało to świetnie oddane w otoczeniu. Na zimnej północy zalega więc śnieg i jest ciemno, a oddech naszego bohatera paruje. W gorących rejonach Ameryki Środkowej natomiast tereny aż kipią od bujnej roślinności, a w Egipcie jest piasek i… niewiele więcej. Także architektura budynków występujących w grze jest adekwatna do odwiedzonego akurat świata. Wszystko to doprawiono ciężkim, mrocznym klimatem – nie tylko przeciwnicy wyglądają tak potwornie, jak powinni, ale i postaci gracza nie chciałbym spotkać w ciemnej uliczce. Całość koncepcji artystycznej jest bardzo spójna, ciekawa i efektowna. Czas jednak odcisnął swoje piętno na tej grze – szczegółowość i skomplikowanie grafiki już nieco odstaje od standardów (przykładowo momentami brak tu tła dla otoczenia – przydałaby się choćby taka roślinność, jak w Legend). Jeśli jednak przymknie się oko na lekką kanciastość, to naprawdę nie jest źle – animacje są płynne, postacie zaprojektowane pomysłowo, a efekty świetlne bardzo dobrze budują nastrój. Dziwi jednak słaba optymalizacja kodu – grze zdarzają się dziwne szarpnięcia, mimo spełnienia z nawiązką jej wymagań sprzętowych. Tyle o grafice, z dźwiękiem jest natomiast nieco gorzej, choć nadal przyzwoicie – większość rzeczy brzmi tak, jak powinno, jednak trochę drażni ubogi repertuar odgłosów wydawanych przez przeciwników. Każdy należący do tego samego typu atakuje, broni się i ginie z tym samym dźwiękiem na ustach/paszczy/dziobie i co tam jeszcze mogą mieć. W sytuacji, gdy wrogów jest kilkudziesięciu, staje się to nieco męczące. Muzyka jest. I w zasadzie to tyle na jej temat – typowy ambient heroiczny, wypełniający tło przygody.

Spolszczenie i wydanie

Jak to się już w gruncie rzeczy przyjęło na polskim rynku gier, tak „Legend”, jak i „Loki” zostały spolszczone. W przypadku tej pierwszej pozycji idea ta była szczytna, bo oryginalna gra była po niemiecku. Jakość lokalizacji pozostawia jednak dużo do życzenia. Przede wszystkim – głosy postaci. Przez całą grę naszemu bohaterowi towarzyszy Luna – niby elfka, choć w rzeczywistości przypomina Dzwoneczka z „Piotrusia Pana”. Najgorsze jest jednak to, że w polskiej wersji przemawia do nas głosem Joanny Jabłczyńskiej. Jeżeli ktoś nie wie kto zacz, spieszę z informacją – gwiazdka serialowa, której talent aktorski jest wątpliwy, za to pretensjonalność przekracza ustawowo przyjętą normę. Niestety obie cechy można usłyszeć w odzywkach naszej towarzyszki, które są zwyczajnie głupawe i kompletnie nieklimatyczne. Na przykład gdy nasz bohater podnosi jakiś miecz dwuręczny, „elfka” mówi: „Ojej, ale oręż! Jaki wielki!”. Pozostawię to bez komentarza. Pozostałe dialogi też trącą sztucznością i patosem, ale cóż – może takie też były i w pierwotnej wersji gry. Interface także został trochę skrzywdzony w wersji polskiej – o ile literówek, czy błędów się nie doszukałem, to użyta czcionka kompletnie tu nie pasuje (jakiś zwykły krój, odpowiedni raczej dla gazety, a nie dla przygody w realiach fantasy), a nieraz widać wstawione polskie znaki z jeszcze innego kroju. Trąca amatorszczyzną. Wydanie „Legend” jest natomiast co najwyżej poprawne – w pudełku znajdziemy tylko płytę z grą i cienką instrukcję.


Mając za sobą kiepski dubbing i lokalizację „Legend” obawiałem się, że „Lokiego” dystrybutor też tak skrzywdził. Na szczęście nie – zafundowano nam tu całkiem dobrą kinową polską wersję (przetłumaczono tylko partie pisane, głosy pozostały oryginalne) i wyszło to grze na dobre. Także samo wydanie jest lepsze niż w przypadku poprzednika: oprócz pudełka, gry i instrukcji dostajemy też „Wielką Księgę Wiedzy” zawierającą różne informacje o świecie gry (informacje z mitologii etc.) i płytkę z muzyką i artworkami twórców Lokiego (co ciekawe, widać, że ich wizje niemal w 100% zostały przeniesione do gry).

Grywalność i werdykt

„Legend – Hand Of God” miało pewne zadatki na naprawdę solidne cRPG. Nie mogła tego zepsuć wtórność fabuły (nic rzadkiego), ani ograna mechanika gry. To, co mnie zraziło do tej pozycji, to jej wykonanie. Po prostu odstaje od współczesnych standardów. Gwoździem do trumny natomiast jest spolszczenie – drażni i zabija wszelką radość z gry. Zastanawia mnie też, do kogo ta gra właściwie jest skierowana. Z jednej strony na pudełku widnieje znaczek, że przeznaczona jest dla graczy od 16 roku życia, z drugiej zaś pełno tu infantylnych i głupawych akcentów, bawiących najwyżej dwunastolatków. No ale cóż – patronat radia Eska chyba zobowiązuje.

„Loki” jest zdecydowanie bardziej grywalną z tych dwóch pozycji. Mimo upływu czasu (pierwsze wydanie miało miejsce w 2007 roku) nieźle się trzyma i zapewnia naprawdę dobrą zabawę. Ciekawy świat, parę pomysłowych rozwiązań i solidne wykonanie (tyczy się to także spolszczenia) czynią z tej gry pozycję zdecydowanie godną zainteresowania. Nie jest to przełom na miarę „Diablo”, ale mogło być gorzej.


Jakie są więc wnioski? Czy „H n S Pack” Techlandu wart jest zawracania sobie nim głowy? Moim zdaniem nie. Należałoby tu porównać obie gry, skalkulować ile kosztują razem, a ile w zestawie itp. Porównanie takie nie ma jednak sensu, bo tylko „Loki” dostarcza niezłej rozrywki i nie doprowadza do szału niedoróbkami. Mimo paru wad i trochę archaicznej już oprawy, nadal jest to pozycja znacznie lepsza. Lepiej więc kupić tę grę osobno i zagłębić się w mitologicznym świecie, o „Legend” zaś jak najszybciej zapomnieć. Sprzedawanie tych dwóch gier razem jest dla mnie jakąś pomyłką, lub nietrafionym zabiegiem marketingowym.

Oceny:
Legend – Hand Of God : 3/10
Loki: 8/10




 
lime lime lime


Produkt do recenzji dostarczył Wydawca, firma Techland

Lubię to
 Lubi to 0 osób
 Kliknij, by dołączyć
Zobacz też
Słowa kluczowe: hack, slash, pack, techland, loki, legend, recenzja

Podobne newsy:

» Oryginalny projekt Techlandu
20%
» Konkurs Drakensang dobiega końca
20%
» Rusza strona Windchasera
20%
» Nowe informacje o następcy Dead Island
18%
» Patch dla Speedway Ligi
18%
 
Podobne artykuły:

» Experience 112 - recenzja
36%
» Speedway Liga - recenzja
36%
» Symulator Farmy - recenzja
36%
» Windchaser - recenzja
33%
» Drakensang - recenzja
33%


Dodaj komentarz, użytkowniku niezarejestrowany

Imię:
Mail:

Stolica Polski:



Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.




Artykuły

Gry komputerowe
Główne Menu

Gry RPG

Polecamy

Patronujemy
Aktywność użytkowników
madda99 zarejestrował się! Witamy!
_bosy skomentował Blood 2: The Chosen - recenzja
_vbn skomentował Mapy Starego Świata
wokthu zarejestrował się! Witamy!
_Azazello Jr skomentował Gdzie diabeł nie mówi dobranoc. "Mistrz i Małgorzata”, Michaił Bułhakow - recenzja
Gabbiszon zarejestrował się! Witamy!
Liskowic zarejestrował się! Witamy!
_Kamila skomentował "Brudnopis", Siergiej Łukjanienko - recenzja

Więcej





0.095 sek