Gry PC >> Recenzje >> Windchaser

| | A A


Autor: Algeroth
Data dodania: 2009-08-04 18:12:03
Wyświetlenia: 3992

Windchaser - recenzja

Lubię gry o oryginalnych założeniach. Kto nie lubi? W dzisiejszych czasach jednak coraz częściej w nowych produkcjach spotykamy się z odtwarzaniem starych, sprawdzonych schematów, w których rzadko jest miejsce dla innowacyjności. Z reguły więc z otwartymi ramionami witam każdą grę, która określana jest jako nowatorska, autorska, nieszablonowa (choć zachowuję też sporą dozę ostrożności – takimi epitetami często opisywane są produkty nadające się wyłącznie na podstawki pod kubek, z racji zerowej grywalności lub nędznego wykonania). Podobne mieszane odczucia miałem instalując Windchasera: czytając slogany na pudełku, mogłem się spodziewać czegoś ciekawego, tchnącego powiewem świeżości w lekko zatęchłym świecie gier. Ale czy przy okazji czegoś strawnego?

Już na początku pojawia się zgrzyt: po instalacji i uruchomieniu gry, za chińskiego boga nie udało mi się jej zmusić do ustawienia panoramicznej rozdzielczości ekranu, mimo że takowe znajdują się w menu. Dodatkowo po każdym wyjściu z gry, ta, nie wiedzieć czemu, wywalała błąd, że musi zostać zamknięta. Nie zrażony tym zbytnio, zacząłem jednak rozgrywkę.

Fabuła Windchasera nie przedstawia się bardzo oryginalnie: świat Ensai jest niespokojny. Wybuchła reformacja religijna, toczy się wojna między dwoma stronnictwami, wyznającymi Dwoistość: konserwatystami i reformatorami. Jak każda wojna, tak i ta spowodowała pojawienie się grup bojówek, piratów i tym podobnych grasantów. Do tego dochodzą jeszcze przeróżne potwory, nękające ludzi na szlakach handlowych i w lasach. Nasz bohater, Joan, jest początkującym wojownikiem (choć nie jest to do końca adekwatne określenie, ale o tym za chwilę) i przez zrządzenie losu przyłącza się do jednej z wielu gildii najemników. To, co początkowo wydaje się prostym wykonywaniem kolejnych kontraktów, z czasem staje się prawdziwą przygodą, a Joan i jego towarzysze zostają wplątani w wojenną zawieruchę i sieć intryg.



Nie można powiedzieć, żeby historia ta była niezwykle odkrywcza, jednak według twórców, to mechanika ma być najsilniejszą stroną gry. Muszę przyznać, że do pewnego stopnia tak jest. W czasie rozgrywki dowodzimy drużynami postaci. Na początku możemy prowadzić tylko jedną ekipę, jednak liczba ta szybko się powiększa. Każda drużyna ma przywódcę, którego wybór jest istotny, bowiem zależą od niego modyfikatory w walce. Postacie dzielą się na bohaterów (jak np. Joan) i najemników. Ci pierwsi mają z góry ustalone umiejętności i kierunek rozwoju, zaś tych drugich można trenować w określonych profesjach, co pozwala na tworzenie różnorodnych drużyn.

Wszystkie postacie w grze walczą jednym z trzech stylów: koncentracji (porównywalnym do stylu magów bitewnych), dyscypliny (typowego wojownika) lub chaosu (łączącego w zasadzie oba poprzednie). Zależą od tego ich specjalne umiejętności i wspomniane wcześniej modyfikatory dla drużyny, określające jej skuteczność w walce z konkretnymi przeciwnikami. Na przykład jeżeli to Joan jest przywódcą, to (jako, że walczy stylem koncentracji) zmniejsza obrażenia przyjmowane przez siebie i towarzyszy od przeciwników stylu dyscypliny etc. Dochodzą do tego jeszcze umiejętności specjalne, które wyzwalać można po osiągnięciu pewnego poziomu danego stylu (ten bowiem rośnie w czasie każdej walki, dostarczając „paliwa” dla umiejętności – coś jak mana, ale służy nie tylko do magii). Brzmi to może mętnie, jednak w teorii jest to system dość oryginalny i oferujący duże możliwości strategiczne i rozwoju postaci. Niestety tylko w teorii.



W praktyce, walki są zwyczajnie nudne i sprawiają wrażenie, jakby ich wynik był z góry ustalony. Bardzo często zdarza się tak, że niezależnie od wybranego przywódcy i odpalonych umiejętności, potyczka kończy się porażką, z której nasi przeciwnicy wychodzą z identycznymi obrażeniami, zaś nasza drużyna ucieka do Wichrołapa (tak nazywa się latający statek, którym przemierzamy tereny gry) by leczyć rany. Potrafi to być niezwykle frustrujące, bo cała idea strategii walki idzie się paść. Z kolei każdorazowy powrót drużyny na statek trwa wieki, bo ranne postacie wloką się niemiłosiernie, a Wichrołap może się poruszać tylko po terenach wcześniej zabezpieczonych (z zajętym punktem widokowym, najczęściej obleganym wprost przez wrogów). Ciekawa koncepcja bierze więc w łeb, a gra zamiast bawić, staje się przyczyną wiązanek wulgaryzmów, wyrzucanych przez gracza w kierunku monitora, gdy po raz kolejny przegrał z tą samą grupą przeciwników. Jedyną metodą na taki pat, jest zdobycie doświadczenia na innych wrogach i późniejszy powrót do naszej Nemezis (nie warto podchodzić do walki z nią raz po raz, bo każda przegrana przez nas potyczka, podnosi poziom przeciwnika).

Grywalność więc leży i kwiczy, jak deptany goblin, a jak jest z wykonaniem? Niestety równie kiepsko. Gdy po raz pierwszy uruchomiłem Windchasera, od razu wskoczyłem do opcji, by ustawić detale graficzne na maksimum, by móc się przekonać, co silnik gry potrafi. Po rozpoczęciu właściwej rozgrywki, poczułem się jakbym się cofnął w czasie, do okolic 2005 roku. Wtedy to światło dzienne ujrzało niezłe cRPG Dungeon Siege 2, które Windchaser graficznie przypomina jako żywo. Ta sama kanciastość, te same rozmyte tekstury (no, może trochę mniej) i mało szczegółowe modele postaci. Całokształt wygląda po prostu kiepsko i nieatrakcyjnie. Nie pomagają animacje postaci, które są rwane i nienaturalne. Gracz, któremu przyjdzie do głowy pomysł przybliżenia widoku, będzie musiał walczyć z postępującą nędzą – im bardziej powiększymy pole bitwy, tym bardziej widoczne stają się rażące mankamenty oprawy graficznej. Często pojawiają się przekłamania, jak przenikające się przedmioty, czy niewytłumaczalne cienie. Interface też jest zwyczajnie brzydki i kompletnie nieintuicyjny.



Z dźwiękiem nie jest lepiej. Mi trafiła się polska wersja, rażąca kiepskim doborem głosów, kwestiami wypowiadanymi bez żadnych emocji (lub z przesadnym patosem) i rwącymi się w filmikach, bo widać było tam miejsce na krótszą, angielską frazę. Odgłosy walki są monotonne i kompletnie nijakie – słychać jakieś tam okrzyki, szczęk oręża itp., ale jest to kompletnie nieprzekonujące. Muzyka jest i w zasadzie to jej jedyna dobra strona – coś tam czasem snuje się z głośników, ale na szczęście nie przeszkadza w grze. Generalnie audiowizualia Windchasera to zło.

Jeżeli chodzi o polską wersję i wydanie, to jest biednie. Wspomniane już głosy bardzo irytują, zaś dobór czcionek w kolejnych menu jest chybiony: kompletnie nie pasują do klimatu fantasy. Teksty pisane są na ogół tłumaczone przyzwoicie, choć czasem nie zgadzają się z wypowiadanymi kwestiami. W pudełku z grą nie znajdziemy niczego oprócz płytki – nawet instrukcji (ta dostępna jest tylko w PDFie), nie wspominając już o dodatkach.

Tak jak lubię gry o oryginalnych założeniach, tak nie mogę z czystym sumieniem polecić Windchasera. Produkcja ta jest zwyczajnie kiepska, nie warta wydawania na nią pieniędzy. Choć koncepcja była ciekawa, to jej realizacja woła o pomstę do Dwoistości. Z interesującego w założeniu połączenia strategii i cRPG wyszedł trudny do sklasyfikowania twór. Szkoda, bo nowatorskich cRPG mało jest na rynku i przydałoby się świeże spojrzenie na ten gatunek. Nie tracę nadziei, że wkrótce taki przełom nastąpi.

Ocena: 7/10 za ideę, 2/10 za wykonanie.

Produkt do recenzji dostarczył Wydawca, firma Techland
Lubię to
 Lubi to 0 osób
 Kliknij, by dołączyć
Galeria

Przejdź do pełnej galerii Windchaser

Zobacz też
Słowa kluczowe: windchaser, chimera, entertainment, techland, recenzja

Podobne newsy:

» Nadciąga Windchaser!
80%
» Rusza strona Windchasera
50%
» Nowy Drakensang i Windchaser nadchodzą!
44%
» Diablo III - pre-order
25%
» Oryginalny projekt Techlandu
25%
 
Podobne artykuły:

» Experience 112 - recenzja
44%
» Symulator Farmy - recenzja
44%
» Speedway Liga - recenzja
44%
» Trackmania United Forever - recenzja
40%
» Drakensang - recenzja
40%


Dodaj komentarz, użytkowniku niezarejestrowany

Imię:
Mail:

Stolica Polski:



Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.




Artykuły

Gry komputerowe
Główne Menu

Gry RPG

Polecamy

Patronujemy
Aktywność użytkowników
madda99 zarejestrował się! Witamy!
_bosy skomentował Blood 2: The Chosen - recenzja
_vbn skomentował Mapy Starego Świata
wokthu zarejestrował się! Witamy!
_Azazello Jr skomentował Gdzie diabeł nie mówi dobranoc. "Mistrz i Małgorzata”, Michaił Bułhakow - recenzja
Gabbiszon zarejestrował się! Witamy!
Liskowic zarejestrował się! Witamy!
_Kamila skomentował "Brudnopis", Siergiej Łukjanienko - recenzja

Więcej





0.102 sek