Gry PC >> Recenzje >> Deus Ex: Bunt Ludzkości

| | A A


Autor: Panzer
Data dodania: 2011-09-18 21:40:12
Wyświetlenia: 4832

Deus Ex: Bunt Ludzkości - recenzja

Około jedenastu lat minęło od czasu, kiedy niektórzy z nas mieli okazję po raz pierwszy sięgnąć po grę spod znaku Deus Ex. To właśnie w 2000 roku światło dzienne ujrzał pierwszy mix cRPG oraz FPS, traktujący o ciemnych stronach cyberpunkowego społeczeństwa. Wojny i spiski wielkich korporacji doprawione moralnymi wątpliwościami w zakresie modyfikowania ludzkiego ciała i umysłu powracają ze zdwojoną siłą w najnowszym produkcie ze stajni SquareEnix. Deus Ex: Human Revolution, a może raczej Bunt Ludzkości, jak brzmi polski podtytuł gry, rozochocił głodnych fanów mnóstwem ambitnych zapowiedzi i jakże smakowitych teaserów. Czy udźwignie brzemię oczekiwań? Okazuje się, że to żaden ciężar dla cybernetycznych ramion Adama Jensena.

Takim imieniem scenarzyści obdarzyli głównego protagonistę Deus Ex. Jensen jest szefem ochrony w SarifIndustries, potężnej korporacji, prowadzącej dalece zaawansowane eksperymenty w zakresie „odrutowania”, czyli różnej maści elektronicznych wszczepów, wspomagających ludzki organizm w odwiecznym wyścigu o osiągnięcie coraz większej wydajności i wytrzymałości. Kontrolę nad bohaterem po raz pierwszy przejmujemy podczas dyskusji z szefem na temat organizacji wizyty w Waszyngtonie, podczas której David Sarif, założyciel i lider wspomnianego przedsiębiorstwa, ma rozmawiać z przedstawicielami Kongresu o zmniejszeniu ustawowych ograniczeń w zakresie udoskonalania ludzkiego organizmu. Społeczny dyskurs przebiega w atmosferze wyjątkowego napięcia przy licznych i burzliwych protestach na ulicach głównych miast Stanów Zjednoczonych.

W trakcie gdy w biurze prezesa dogadywane są ostatnie szczegóły, na niższych piętrach korporacyjnego wieżowca uruchamia się alarm. Na miejscu bohater zastaje rozgardiasz z krwią, płomieniami i krzykami umierających na czele. Laboratoria zostały bowiem zaatakowane przez grupę odrutowanych terrorystów, którzy sumiennie likwidują jakiekolwiek ślady związane z prowadzonymi przez Sarif badaniami. Jednym z takich tropów jest była partnerka życiowa Jensena oraz sam Adam, zmasakrowany uprzednio przez wyjątkowo bezlitosnego cyborga. Światła gasną, a akcja przyspiesza o kolejne sześć miesięcy. Jensen wraca do biurowca, wraz z licznymi wszczepami, wśród których najbardziej w oczy rzucają się całkowicie mechaniczne ramiona. Bohater mocno opierał się modyfikacjom w przeszłości, przez co fakt, że otrzymał skromny technologiczny update będzie punktem centralnym wielu ciekawych i poważnych dialogów na przestrzeni kolejnych kilkudziesięciu godzin.

Tyle właśnie czasu zajmie wam przejście Buntu Ludzkości, o ile będziecie przykładnie przeczesywać wszelkie zakamarki w poszukiwaniu licznych sidequestów oraz ukrytych ciekawostek. Deus Ex jest przede wszystkim cRPG, więc główną osią rozgrywki jest pogoń Jensena za zbirami odpowiedzialnymi za masowy mord w siedzibie SarifIndustries. Na chwilę obecną wiem o czterech zakończeniach (wykorzystałem własny spryt i możliwość save’owania w dowolnym momencie, by obejrzeć je przy możliwie najmniejszym wysiłku), choć nie zdziwię się, gdy za parę tygodni pojawią się informacje o dodatkowych endingach. Może takich wielkanocnie-jajcarskich, jak ukryte zakończenia z serii Silent Hill, a może całkowicie nowych – prosto z niezapowiedzianych jeszcze DLC. Miejmy w tym miejscu jednak nadzieję, że SquareEnix okaże więcej klasy niż niejaki Ubisoft przy dojeniu graczy z tytułu Prince of Persia.

Podróż z Jensenem prowadzi gracza przez mroczne zaułki blade runnerowego Detroit, gdzie technologia krzyżuje się ze śmieciami, bezdomnymi oraz wszechobecną przestępczością, oraz do Szanghaju, w którym podział jest jeszcze bardziej widoczny. W mieście wydzielono dwie strefy, pierwsza jest skryta w cieniu olbrzymich drapaczy chmur, przez które światło słoneczne praktycznie nie dociera do tamtejszych mieszkańców. Panują tam zwyczaje rodem z Mogadiszu, więc Jensen musi mieć oczy dookoła głowy. Na górze natomiast urzędują bogaci i sławni, w swoich lśniących gmachach w pozornym poszanowaniu dla litery prawa. Prawda jest jednak taka, że obie części azjatyckiej metropolii są moralnie zdegradowane w równie wysokim stopniu. Jednym słowem – cyberpunk. Pełną gębą. Z punktu widzenia recenzenta, najtrudniejsze w opisaniu miejscówek przygotowanych przez developera jest ich złożoność. Dlatego zostańmy przy stwierdzeniu, że pasują do Deus Ex idealnie. Zarówno z punktu widzenia klimatu serwowanego graczowi uniwersum, jak i gatunku samej produkcji (cRPG).

lime


W poprzednim akapicie wspomniałem o nieprzyjaznym charakterze odwiedzanych lokacji, wynikającym przede wszystkim z „przedsiębiorczości” zamieszkujących je ludzi. Dlatego też nie z każdej sytuacji Adam może wykręcić się zgrabną gadką. Gdy dyplomacja zawodzi, pozostają dwa skrajnie odmienne rozwiązania. Pierwsze, nagradzane większą ilością doświadczenia, to skradanie się. Gracz może niezauważenie przemknąć przez praktycznie każdą okolicę. Świadczy o tym chociażby możliwość ukończenia gry bez zabijania i uruchamiania jakichkolwiek alarmów, co nagradzane jest solidnie punktowanymi achievementami. Podejście to wymaga mnóstwa cierpliwości, więc twórcy przewidzieli pewną furtkę dla frustratów. Jest nią pokaźny arsenał, zgrabnie działający cover system (kto ma na koncie Gears of War lub Army of Two, poczuje się jak ryba w wodzie) oraz głupawe AI. Strzelać można do woli, choć ostrożności nigdy za wiele, bo zginąć na easy da się od kilku kul. Niestety teoretycznie rozbudowany system inteligencji przeciwników działa tylko w teorii.

Wyróżniono trzy tryby funkcjonowania strażników. Pierwszy (białe kropki na radarze) sugeruje, że są nieświadomi obecności Jensena. Drugi (żółty) to tryb alarmowy, gdy poszukują gracza, nie wiedząc jednak, gdzie go dostać. Ostatni (oczywiście czerwony) to atak, gdzie powietrze przecinają przeróżne pociski. O ile z góry ustalone ścieżki poruszania się przy trybie białym są dosyć oczywistym rozwiązaniem, bo trudno byłoby ustawić AI inaczej, to zawiodłem się na pozostałych „biegach” w silniku AI. Przy otwartej wymianie ognia ucieczka z miejsca zdarzenia jest zwykle banalna. Dochodzi czasem do absurdów, gdy gracz zniknie za rogiem i przeciwnicy jak osły drałują wkoło, nie zaglądając tak naprawdę w żaden zakamarek. Szczególnie komicznie wygląda to, gdy wiejąc po omacku zapędzimy Jensena w kozi róg, ale AI wspaniałomyślnie postanawia tępo wpatrywać się w ścianę. Nigdy nie spodziewałem się, że cyberpunkowy zbir może swoją litością zasłużyć na niebieski hełm ONZ.

Na osobne akapity zasługują ponadto dwa elementy gameplayu. Pierwszym jest hakowanie, które wyprzedza o lata świetlne podobne elementy w konkurencyjnych tytułach. Pamiętacie zabawę w hydraulika z Bioshocka? W Deus Ex traficie na łamigłówki o systematycznie podkręcanym poziomie trudności. Głównym celem jest przejęcie jednostki centralnej w danym systemie, przeszkadza przy tym jednak firewall, który z każdą sekundą jest coraz bliżej wyrzucenia Jensena z komputera. Sprawę komplikują dodatkowo pogmatwane ścieżki, po których można poruszać się swoim oprogramowaniem (różne kierunki czy szybkość przejmowania kolejnych podzespołów), oraz świadomość, że dłuższy hack zwiększa prawdopodobieństwo, że zabłąkany strażnik wypali nam ołowiem w plecy. Naprawdę polecam zajrzeć do Wielkiego Brata Google i poszukać relacji z tego, jak prezentuje się ten mechanizm w praktyce. Zobaczcie, co stracicie, pomijając Bunt Ludzkości. Bardzo sprytnie rozwiązano kwestię zdobywania kolejnych poziomów doświadczenia. Na początku gry dowiadujemy się, że mózg Jensena odniósł zbyt poważne obrażenia, by zaakceptować wszystkie wszczepy. Potrzebny jest zatem czas, by organizm mógł przyswoić kolejne nieludzkie umiejętności. W grze lepsze dogranie się ciała i technologii reprezentowane jest przez nabijanie kolejnych leveli oraz Praxis, czyli programy, odblokowujące kolejne umiejętności. Zdobywamy je za XP (dużo XP) lub za pieniądze (jeszcze więcej pieniędzy). A trud nagradzany jest sowicie, bo Jensen może zwiększyć swoją siłę, co pozwala na obrzucenie przeciwników praktycznie wszystkim, co znajdziemy pod ręką. Ulepszyć można wzrok, co w kombinacji z tymczasową niewidzialnością z pewnością przypadnie to gustu fanom skradanek.

Tradycyjnie poświęcę chwilkę oprawie graficznej oraz warstwie dźwiękowej. Ta pierwsza mnie zawiodła równie mocno, co AI. Przyznam się bez bicia, że oglądając teasery spodziewałem się prawdziwego arcydzieła. Cyberpunk okryty złotem i czernią wyglądał fantastycznie. Pierwsze wątpliwości pojawiły się, gdy trafiłem na gameplay (bodajże z E3, choć głowy nie dam). Gra wyglądała na nim przeciętnie, a postacie sztywno. Ogień nadziei tlił się we mnie, bo liczyłem, że niedoróbki te zwalić można na niekompletność zaprezentowanej wersji Human Revolution. Niestety sklepowa edycja nie poczyniła istotnych kroków w tym zakresie. Deus Ex wygląda przeciętnie, co nie ostatecznie nie musi być złym wynikiem. Szczególnie, że nie jest to FPS (przy czym usilnie obstaję), lecz wyjątkowo rozbudowane cRPG.

lime


Soundtrack powala. Miks wyrafinowanej elektroniki idealnie pasuje do każdej sytuacji, w jakiej programiści przewidzieli Jensena. Aktorom też nie mogę nic zarzucić. Głosy przygotowane dla kluczowych postaci są jak uszyte na miarę. Ton w jakim wypowiadane są reakcje na poszczególne postawy prezentowane w dialogach przez głównego bohatera pozwalają bez większego wysiłku dobrać kolejne wypowiedzi tak, by rozmowa potoczyła się w zamierzonym przez gracza kierunku. Działa to równie sprawnie jak osławiona mimika z L.A. Noire. Na dokładkę sam Jensen, który brzmi odrobinę jak Christian Bale z Batmana, mówi jak prawdziwy twardziel, który nie ma już nic do stracenia. Poza okazją do zemsty. Marcus Fenix, anyone?

Streścić wrażeń z obcowania z Deus Ex w kilku zdaniach się nie da. Myślę, że to najlepsza wizytówka dla wydawnictwa SquareEnix. Choć poszczególne elementy mogą szwankować, to całość uzupełnia się doskonale. Gra warta jest każdej wydanej złotówki. Tym samym chciałbym, zarówno sobie jak i wam, życzyć, aby każdego roku sezon ogórkowy w branży gier wideo kończył się z takim hukiem. Polecam.

Ocena: 9/10


Produkt do recenzji dostarczyła firma Cenega Poland
Lubię to
 Lubi to 0 osób
 Kliknij, by dołączyć
Galeria

Przejdź do pełnej galerii Deus Ex: Bunt Ludzkości

Zobacz też
Słowa kluczowe: deus, ex, bunt, ludzkości, cenega, poland

Podobne newsy:

» Konkurs Deus Ex: Bunt Ludzkości!
91%
» Deus Ex:Bunt Ludzkości - konkurs zakończony
77%
» Deus Ex, F.E.A.R 3, RAGE w.... Biedronce!
40%
» Deus Ex: Human Revolution - film
40%
» Tomb Raider, Deus Ex, Hitman i Thief 60% taniej
33%
 
Podobne artykuły:

» Sacred 2 - recenzja!
22%
» Fallout 3 - recenzja!
20%
» Inversion - recenzja
20%
» Król Artur 2 - recenzja
18%
» Risen 2 - recenzja
18%

Mamy 2 zapisanych komentarzy

_padre
2011-09-30 11:31:45
| Odpowiedz
Musze przyznac, ze w porownaniu do duke'a na feudal warto bylo czekac te lata. Z tego co widze po recenzjach na pewno juz niedługo jak czas pozwoli popykam sobie trochę - może od razu poczekam na DLC i smigne za jednym zamachem.


Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.
_Anyx
2011-10-02 20:22:02
| Odpowiedz
gra nawet spoko :D nie mniej jednak czekam na dlc!


Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.


Dodaj komentarz, użytkowniku niezarejestrowany

Imię:
Mail:

Stolica Polski:



Twój komentarz został dodany!

Kliknij, aby odświeżyć stronę.




Artykuły

Gry komputerowe
Główne Menu

Gry RPG

Polecamy

Patronujemy
Aktywność użytkowników
madda99 zarejestrował się! Witamy!
_bosy skomentował Blood 2: The Chosen - recenzja
_vbn skomentował Mapy Starego Świata
wokthu zarejestrował się! Witamy!
_Azazello Jr skomentował Gdzie diabeł nie mówi dobranoc. "Mistrz i Małgorzata”, Michaił Bułhakow - recenzja
Gabbiszon zarejestrował się! Witamy!
Liskowic zarejestrował się! Witamy!
_Kamila skomentował "Brudnopis", Siergiej Łukjanienko - recenzja

Więcej





0.105 sek